Witam

w komentarzach pod jego artykułem - mianowicie wirusów. Chwali się, że przez tyle lat pracy z Windows (na początku w miejscu pracy) nie miał ani jednej infekcji. Nie miał ani jednej infekcji, *o której wiedział*. Moja przesiadka na Linuksa odbyła się głównie dzięki wirusom. Po pierwszej instalacji WinXP na domowym komputerze złapałem BlasterWorm tuż po uruchomieniu systemu - tylko dlatego, że wpiąłem kabelek blokowego LANu. Format, reinstalacja (tym razem bez sieci), instalacja antywirusa
znaleźć. Potem autor pisał coś o dopasowywaniu instalatora WinXP do nowego sprzętu. Miało być prosto i łatwo. Robienie własnej płyty instalacyjnej to już hakowanie. Nie rozumiem dlaczego osoba z tak wieloletnim doświadczeniem w systemach uniksowych nie była w stanie poprawnie skonfigurować sobie środowiska pracy. Może to brak czasu, nie wiem. Wiem natomiast, że po pięciu latach pracy z Linuksem ani razu nie myślałem o instalacji Windows. Owszem, testowałem różne dystrybucje - dlatego w domu
i hibernacją na laptopie. krzy2 26 grudnia 2008 o godz. Ah, ulubiony argument fanatyków open source — nasze oprogramowanie jest wolne, czyli nie można go porównywać z komercyjnym. Co ciekawe, 10 lat temu robiło się takie porównania rutynowo i często Linuks wychodził w nich lepiej od konkurencji. Ostatnio przestał — i pojawił się ten kuriozalny argument. Pierwszym kryterium branym pod uwagę przy ocenie programu jest jego użyteczność, czyli czy nadaje się do wykonania zadania.
logiczne i przemyślane a cały system działa BARDZO stabilnie. To właśnie w przypadku Microsoftowych OS’ów poprawki łatające jedną dziurę powodowały powstanie kolejnych luk. W XPku wiele razy było tak że po instalacji update’ów coś nagle przestawało działać. W tej chwili pracuje na Ubuntu, ale testowałem między innymi Centos (darmowy odpowiednik RHEL) który faktycznie działał wolniej, ale w środowisku opensource ma wybór: nie odpowiada mi jedna dystrybucja to wybieram inną. Nie muszę
Beryl, Compiz Fusion, wmawiając tym samym nieświadomym, że linuks dojrzewa i budząc słabo podparte nadzieje, że kiedyś zastąpi w konfiguracjach desktopowych windows microsoftu. kończąc - oby się nie okazało tak, że kiedy w końcu linuks zawładnie desktopami, ich udział w rynku komputerów - w opozycji np. krzy2 26 grudnia 2008 o godz. Ale potencjał był, jest i będzie marnowany na bezużyteczne[1] wodotryski w stylu Compiza, z bardzo prostego powodu: duża część deweloperów open source pracuje
w komentarzach pod jego artykułem - mianowicie wirusów. Chwali się, że przez tyle lat pracy z Windows (na początku w miejscu pracy) nie miał ani jednej infekcji. Nie miał ani jednej infekcji, *o której wiedział*. Moja przesiadka na Linuksa odbyła się głównie dzięki wirusom. Po pierwszej instalacji WinXP na domowym komputerze złapałem BlasterWorm tuż po uruchomieniu systemu - tylko dlatego, że wpiąłem kabelek blokowego LANu. Format, reinstalacja (tym razem bez sieci), instalacja antywirusa
monopoliście i zamiast iść mądrą drogą, od lat gonią za windowsem. ja osobiście jestem przeciwny marnowaniu sił i czasu przez inteligentnych ludzi na kde4/compiz i inne wodotryski, podczas gdy obsługa podstawowego dziś sprzętu jakim są wspomniane kamery internetowe, skanery, także popularne dziś urządzenia wielofunkcyjne, niektóre karty graficzne, niektóre popularne chipsety (jak nforce4 przez który dziś cierpię) i inne w linuksie leży i kwiczy. uważam - nie, twierdzę, że zbyt wielu ludzi związanych
w branży producenckiej, a społeczność nie może wiecznie protestować przeciwko zamkniętemu oprogramowaniu, zachowując się czasami jak niektórzy politycy polskiej prawicy wrzeszczący że jakiekolwiek układanie się z czerwonymi czy niemiaszkami to zdrada interesu Polski, tylko tak jakoś, tfu, solidarnie, zadbać o to, aby linuks nie był wciąż w tyle monopolisty. wiem, że wielu z nas chciałoby zmian, które linuksa popchną do przodu; wiem też, że tylko gartska ludzi (nie oszukujmy się) ma dziś istotny